Pozycja „ Polacy na Islandii. Rekonstrukcja przestrzeni obecności ” to zwieńczenie długoletniego projektu i wielu badań prowadzonych przez Małgorzatę Budytę-Budzyńską, którą należy już nazwać ekspertką od polskich imigrantów na Islandii. Socjolog i politolog, obecnie również pracownik naukowy Collegium Civitas, od pewnego Polacy pojawiali się w Hiszpanii już od XVI wieku - byli to przede wszystkim duchowni, dyplomaci i podróżnicy. W czasie rozbiorów Polacy trafili na ziemie hiszpańskie wraz z wojskami Księstwa Warszawskiego, brali udział m. in. w słynnej bitwie pod Somosierrą. Później polscy żołnierze brali udział także w pierwszej wojnie 1. Bądź miły i uprzejmy. Razem tworzymy serdeczną atmosferę. Traktujemy się z szacunkiem. Urozmaicone dialogi to normalna rzecz, ale pamiętajmy o uprzejmości. 2. Zakaz nękania i propagowania nienawiści. Jakiekolwiek nękanie jest niedozwolone. Znieważające komentarze dotyczące rasy, religii, kultury, orientacji seksualnej, płci Polacy mieszkający za granicą będą głosować na kandydatów do Sejmu i Senatu z Warszawy. Kliknij w numer okręgu, by zobaczyć listy kandydatów w wyborach do Sejmu 2019, na których będą mogli oddać głos Polacy w Niemczech: Okręg wyborczy nr 19 Obejmuje miasto na prawach powiatu: Warszawa Ciekawostki turystyczne: Londyn, Egipt, Manhattan. Polska emigracja ciekawostki o Polakach za granicą kraju. Polacy i Niemcy, Wielka Brytania. Informacje o emigracji, statystyki. Re: Polacy mieszkający na Fuerteventurze. autor: Viking1404 » ndz, 2 gru 2012, 18:13. Hola!! fajnie,że choć mała wyspa to Polonia stara się być aktywna i spotykać też byśmy się chętnie z Wami spotkali ale tymczasowo nie ma nas na wyspach.,jak byliśmy obecni na Canarkach,Polonia była mało aktywna raczej bardziej zamknięta no ale . Wybory prezydenckie 2020 odbędą się w niedzielę, 28 czerwca. Tego dnia w Polsce i za granicą kilka milionów osób pójdzie do urn, by wybrać nową głowę państwa. Poniżej sprawdzamy, jakie są zasady oddawania głosów za granicą. Z tego tekstu dowiecie się: Jak głosować za granicą w wyborach prezydenckich? Kto może głosować w wyborach prezydenckich za granicą? W jakich godzinach będą otwarte komisje wyborcze? Wybory prezydenckie 2020 za granicą [POLSKA]Zarówno wybory parlamentarne jak i prezydenckie odbywają się poza granicami Polski w ten sam dzień, co na terenie naszego kraju. Podobnie będzie w tym roku - 28 czerwca Polacy mieszkający w USA, na Wyspach, czy terenie UE zagłosują na wybranego 2019 roku w wyborach parlamentarnych wzięło udział ponad 200 tys. Polaków mieszkających za granicą. Za to w głosowaniu w 2015 roku uprawnione do oddania głosu były 196 204 osoby. Do urn poszło 164 296 osób. Wybory prezydenckie 2020 w Polsce: kiedy będą? [DATA, TERMIN, KANDYDACI, SONDAŻE]Wybory prezydenckie 2020 za granicą: kto może głosować?W wyborach prezydenckich 2020 może głosować osoba, która: najpóźniej w dniu głosowania kończy 18 lat, nie została pozbawiona praw publicznych prawomocnym orzeczeniem sądu, nie została ubezwłasnowolniona prawomocnym orzeczeniem sądu, nie została pozbawiona praw wyborczych prawomocnym orzeczeniem Trybunału Stanu, posiada ważny polski paszport, a w państwach, w których dowód osobisty jest wystarczającym dokumentem do przekroczenia granicy, ważny dowód osobisty, zostanie wpisana do spisu wyborców. Wybory prezydenckie 2020: kiedy druga tura? Ile głosów trzeba dostać, żeby przejść do drugiej tury? [DATA, TERMIN]Wybory prezydenckie 2020: najważniejsze trwa kadencja? Od ilu lat można startować? [ZASADY, OKRĘGI, DEBATA]Wybory prezydenckie za granicą: jak się zapisać? Jak wpisać się do spisu wyborców?By zagłosować w wyborach prezydenckich za granicą konieczne będzie wpisanie się na spis czytamy na stronie MSZ, konsulat nie prowadzi stałego rejestru wyborców, dlatego osoby zamierzające wziąć udział w wyborach zobowiązane są zgłosić się do spisu wyborców sporządzanego przez właściwego terytorialnie konsula. Wyborca może być wpisany tylko do jednego spisu dokonuje wpisu w spisie wyborców na podstawie osobistego zgłoszenia wniesionego do Konsulatu ustnie, pisemnie, telefonicznie, telegraficznie, telefaksem lub w formie spisy wyborców można się także dopisać przez elektroniczny system rejestracji e-wybory: powinno zawierać: Nazwisko Imię (imiona) Imię ojca Datę urodzenia Numer ewidencyjny PESEL Miejsce pobytu wyborcy za granicą Numer oraz miejsce i datę wydania ważnego polskiego paszportu. W państwach,w których dowód osobisty jest wystarczającym dokumentem do przekroczenia granicy, w miejsce numeru ważnego polskiego paszportu można podać numer ważnego dowodu osobistego. Miejsce wpisania wyborcy do rejestru wyborców (gmina w Polsce) w przypadku obywateli polskich czasowo przebywających za granicą. Program kandydatów na prezydenta: Andrzej Duda - PROGRAM WYBORCZY, POLITYCZNY I GOSPODARCZY Rafał Trzaskowski - PROGRAM WYBORCZY, POLITYCZNY I GOSPODARCZY Szymon Hołownia - PROGRAM WYBORCZY, POLITYCZNY I GOSPODARCZY Robert Biedroń - PROGRAM WYBORCZY, POLITYCZNY I GOSPODARCZY Władysław Kosiniak – Kamysz - PROGRAM WYBORCZY, POLITYCZNY I GOSPODARCZY Krzysztof Bosak - PROGRAM WYBORCZY, POLITYCZNY I GOSPODARCZY Stanisław Żółtek - PROGRAM WYBORCZY, POLITYCZNY I GOSPODARCZY Marek Jakubiak - PROGRAM WYBORCZY, POLITYCZNY, GOSPODARCZY Mirosław Piotrowski - PROGRAM WYBORCZY, POLITYCZNY I GOSPODARCZY Paweł Tanajno - PROGRAM WYBORCZY, POLITYCZNY I GOSPODARCZY Waldemar Witkowski - PROGRAM WYBORCZY, POLITYCZNY I GOSPODARCZY Więcej informacji o wyborach prezydenckich: Wybory prezydenckie 2020: kandydaci, data, termin. Jak głosować w wyborach 2020? Komisje wyborcze: godziny otwarcia Wybory hybrydowe , wybory korespondencyjne - ZASADY Wybory prezydenckie 2020: czy można głosować przez internet? Wybory prezydenckie: obietnice wyborcze kandydatów Wybory prezydenckie: jak głosować poza miejscem zamieszkania? Wybory prezydenckie: termin drugiej tury Majorkę wypełniają wapienie mezozoiczne. W północno-zachodniej jej części rozciąga się malownicze pasmo górskie – Serra de Tramuntana, które może pochwalić się taki szczytami, jak Puig Major, który wznosi się aż na 1445 m czy Puig Masanella, który ustępuje temu pierwszemu bardzo niewiele i osiąga 1367m Analogicznie, również południowo-wschodnia część Majorki odznacza się pięknymi widokami i szczyci się rzeźbami krasowymi. I najważniejsze: Majorka oblana jest ciepłym i lazurowym Morzem Śródziemnym oraz otoczona złotymi piaskami. Skoro to Majorka ma stać się celem Waszych wakacyjnych podbojów, musicie wiedzieć, że wyspa kusi przez cały rok. Godne polecenia jest zwłaszcza południe, jest tu ciepło przez 365 dni i nigdy nikt się nie nudzi. Proponujemy wam wyjazd latem lub jesienią, należy jednak dodać, że lipiec i sierpień to ukochane miesiące turystów – wtedy jest ich tu najwięcej i niestety również ceny mogą być wyższe. Na szczęście z dotarciem na Majorkę nie będzie większych problemów. Z Polski na Majorkę można dostać się bezpośrednio lotami czarterowymi. Ponadto uruchomione są bezpośrednie połączenia na trasie Polska-Hiszpania, co również jest ciekawą opcją dotarcia na wyspę. PLL LOT oferują połączenia między Warszawą a Madrytem oraz Barceloną, Malagą i Alicante. Do Barcelony dotrzemy również z Poznania i Wrocławia – tą opcją umożliwia Ryanair. Warto także skorzystać z ofert „Majorka last minute” lub „Majorka all inclusive”, wówczas bowiem nie musimy martwić o wiele szczegółów. Mówiąc o Majorce grzechem jest pominięcie stolicy wyspy – Palma de Mallorca, to przecież największe miasto Balearów, tamtejsze lotnisko uznawane jest za jedno z najruchliwszych w Europie, a sama stolica okrzyknięta została jednym z najpopularniejszych kurortów świata! Zabytki, restauracje, bary, knajpki i kluby, w których impreza kończy się, gdy zaczyna świtać. Palma de Mallorca słynie także z bulwaru Passeig Maritim, który stanowi centrum rozrywkowe miasta. Znana jest ulica El Born, dawna promenada cieszy się obecnie ogromną popularnością i należy do najruchliwszych ulic stolicy. Prawdziwą atrakcją turystyczną przyciągającą uwagę przyjezdnych są rezydencje szlacheckie, których historia sięga nawet XVI w. Miłośnicy sztuki docenią Consolat de Mar pochodzacy z XVII w., w którym znajdują się największe dzieła pochodzące z renesansu. Ci zaś, którzy uwielbiają adrenalinę, powinni na żywo zobaczyć regaty o trofeum Księżnej Sofii, odbywające się zazwyczaj w kwietniu w Palma Bay. Widowiska te co roku przyciąga ogromną ilość fanów sportów wodnych. Majorka może także chwalić się miastem El Arenal, który znajduje się w pobliżu stolicy. El Arenal kusi turystów zwłaszcza pięknym portem jachtowym oraz czystą i zadbaną plażą, wzdłuż której rozciąga się promenada, która tętni życiem. Tutaj też znajduje się jeden z największych parków wodnych w Europie – Aquacity. El Arenal to ulubiona miejscowość osób młodych, którzy szukają miejsca, w którym mogą bawić się do białego rana. Pięknym miastem na Majorce jest także górska Valldemossa, również znajdująca się niedaleko Palma de Mallorca. To właśnie tutaj zimę spędził Fryderyk Chopin w roku 1838/1839. Z tego też względu można podziwiać tu specjalną ekspozycję dedykowaną naszemu utalentowanemu pianiście. Nie brakuje tutaj także zabytków, takich jak choćby starej apteki czy pałacu króla Sancha z XIV w. i Muzeum Sztuki Współczesnej. Atrakcją turystyczną jest Costa Nord, czyli centrum turystyczne, którego założycielem jest sam Michael Douglas, który zresztą często tu bywa. Wymieniając atrakcje turystyczne na Majorce warto wymienić również saliny morskie, z których słynie wyspa. Bezpieczne kąpieliska i czyste plaże przekonały do siebie całą rzeszę turystów – także tych z Polski. Na wycieczkę na Majorkę decyduje się bowiem coraz więcej naszych rodaków, oferty biur podróży są coraz korzystniejsze i wydaje się, że wakacje na Majorce dostępne są dla każdego. Swój raj odkryją tu zarówno zwolennicy spokojnego wypoczynku jak i ci, szukający szalonych wyzwań i przygód oblanych słońcem. Rankiem można podziwiać malowniczy wschód słońca i pić świeżo wyciśnięty sok, gdy promienie słoneczne zaczną być coraz odważniejsze, warto wybrać się na plażę lub jeden z kompleksów basenów, których na Majorce nie brakuje, by móc korzystać z uroków wody. Leżąc na leżaku warto podziwiać amatorów sportów wodnych, którzy szaleją na morskich falach. Motorówki, narty wodne, ogromne dmuchane gadżety i wystające z wody kolorowe fajki wodne świetnie komponują się z krajobrazem. Wieczór dobrze spędzić w jednej z hiszpańskich restauracji lub uroczych knajpek, by tam zasmakować przepysznej kolacji i delektować się owocami morza. Hiszpański klimat udziela się każdemu turyście i nawet ci, którzy stronią od szalonej zabawy prędzej czy później odwiedzają tamtejsze kluby, by bawić się w rytm hiszpańskiej muzyki. Jeśli poczujemy się już zmęczeni warto wybrać się na spokojny spacer, by obserwować codzienne życie mieszkańców Majorki. Ci uprawiają oliwki, figi, truskawki i cytrusy. Nawet sam widok bananowców zachwyca Polaków, którzy nie mają okazji widzieć tak egzotycznych drzew w kraju. Hiszpanie mieszkający na Majorce zajmują się także rzemiosłem artystycznym, wyrabiają ceramikę i biżuterię, która stanowi miłą pamiątkę z Majorki. Podobnie zresztą jak wyroby ze szkła (wazony, żyrandole). Nie można wrócić bez hiszpańskiego wachlarza, kasetek i glinianych talerzy. Warto także z Majorki przywieźć wino rioja lub valdepenas. Należy dokładnie porównywać ceny różnych produktów, nie warto przecież przepłacać. Skoro już mowa o cenach na Majorce, nie odbiegają one zbytnio od standardów europejskich. Ceny w marketach: * 1l Pepsi – ok. 1,3 EUR * 1l wody mineralnej – ok. 1 EUR * Paczka papierosów Marlboro – 2,8 EUR * Piwo – od 0,7 do 2 EUR * 1l Sangrii – ok. 2-3 EUR * Pocztówka – ok. 0,5 EUR Wyższe ceny są oczywiście w barach i restauracjach: * Piwo – ok. 3EUR * 1l Sangrii – ok. 9 EUR * Obiad – od 6 – 20 EUR * Pizza – od 5 – 10 EUR * Drink – od 4 do 6 EUR Ogromnym atutem Majorki są kluby. Wejście do klubu kosztuje ok. 18-20 EUR, ale wszelkie alkohole są w cenie biletu. Dodatkowo wchodząc do dyskoteki można liczyć na darmowe gadżety takie jak zapalniczki, plecaki, smycze, breloki itp. Po całonocnej eskapadzie z pewnością wypoczniemy w jednym z klimatyzowanych pokoi. Majorka oferuje hotele najwyżej jakości, dzięki temu wczasy na Majorce od początku do końca są niezwykle udane. Ciekawą opcją spędzenia urlopu jest także wypad do delfinarium w Marine Land. Taniec delfinów jest niesamowity, a turyści nie potrafią oderwać od nich wzroku. Majorka posiada również zapierające dech w piersiach zabytki, takie jak choćby te znajdujące się w stolicy - Zamek Bellver pochodzący z XIV w, Pałac de l’Almudaina z XIII w., będący hybrydą stylu aragońskiego i arabskiego, klasztor św. Franciszka i katedra gotycka, której budowa zajęła aż trzy wieki (XIII – XVI w). W Pollença natomiast znajduje się piękny Plac Główny oraz zabytkowy kościół Nostra Senyora dels Engels, kompleks budowli klasztornych znajdujący się na wzgórzu Piug de Maria oraz słynny Via Crucis, czyli schody otoczone cytrusami, które prowadzą na Wzgórze Kalwaria. Na samej górze znajduje się niewielka, ale niezwykle urokliwa kaplica Oratori, w której znajduje się zachwycająca figura Matki Boskiej u Stóp Krzyża. Tzw. cuina Mallorquína, czyli tamtejsza kuchnia, charakteryzuje się sympatią do mięsa wieprzowego i owoców morza. Mieszkańcy wyspy uwielbiają warzywa: pomidory, karczochy, bakłażany, paprykę znaleźć można niemalże w każdej potrawie. Hiszpanie przepadają także za chlebem nasączonym oliwą, który traktują jak prawdziwy przysmak. W menu znajdziemy także kalmary nadziewane rodzynkami, cebulę nadziewaną mięsnym farszem, bakłażany wypełnione cebulą, ziołami, chlebem i polane sosem pomidorowym. Prawdziwym przysmakiem Majorki jest natomiast tortilla de sardinas, czyli przepyszny omlet z sardynkami, oliwkami, cebulą i czosnkiem. Wyspiarze chwalą się także duszoną rybą podawaną z warzywami i ziemniakami, która bardzo smakuje polskim turystom. Majorka to idealne miejsce zarówno dla rodzin z dziećmi, zakochanych nowożeńców czy przyjaciół. Swoją idyllę odkryją tu miłośnicy sportów wodnych, którzy zapomną na Majorce co to nuda, czeka tu na nich bowiem cały wachlarz możliwości: sufring, żeglarstwo czy narty wodne zapewnią im odpowiednią dawkę adrenaliny. Na Majorce można robić wszystko, czego dusza zapragnie: grać w golfa, tenisa, jeździć konno po malowniczych terenach, zwiedzać wyspę na rowerze, pływać w morzu i basenach, spacerować i po prostu wypoczywać na plaży z drinkiem w ręku, tylko po to, by wieczorem tańczyć do upadłego. Pogoda nigdy tu nie zawodzi, mieszkańcy są uprzejmi i mili, a ceny przystępne. By poczuć klimat słonecznych wakacji koniecznie trzeba poznać Majorkę! Dużo słońca, ciekawe kulturowo i / lub malownicze miasta, liczne możliwości spędzania wolnego czasu i piękne plaże to tylko kilka powodów, dla których coraz więcej emerytów przyjeżdża na wyspę Majorka. Śniegu i mrozu można się spodziewać tylko w górach. Wielu seniorów marzy o przejściu na emeryturę pod palmami po długim życiu zawodowym. Poniższy artykuł zawiera informacje o tym, co muszą wziąć pod uwagę emigranci. powody, dla których warto wyemigrować na Majorkę Na wyspie spędza wakacje około 4,5 miliona ludzi. Dlatego wyspa jest jednym z najpopularniejszych miejsc emigracji emerytów. Słońce świeci około 300 dni w roku. Większość seniorów wie, że słońce ma pozytywny wpływ na samopoczucie fizyczne i psychiczne. Temperatura wody osiąga 20 i 27 stopni w miesiącach od maja do października. Kąpiel jest więc możliwa prawie przez cały rok. Lokalni wyspiarze dają emigrantom zupełnie nowy styl życia. Mieszkańcy Hiszpanii nie przywiązują wagi do godzin pracy. Majorki wolą też spędzić wieczór w dobrym towarzystwie z przyjaciółmi w restauracji niż przed telewizorem. Jest to nie tylko bardziej zabawne, ale także o wiele zdrowsze, ponieważ kuchnia śródziemnomorska jest szczególnie strawna. Innym powodem jest obecność wielu rodaków. Jest to szczególnie prawdziwe na początku, gdy język narodowy nie jest jeszcze opanowany. Są zaangażowaną społecznością i wspierają się nawzajem. Wsparcie to jest szczególnie korzystne dla seniorów, którzy chcą emigrować samotnie. Czynniki, które należy wziąć pod uwagę przy emigracji Najważniejszym aspektem jest odpowiednio długi czas realizacji. Należy wziąć pod uwagę, że przeprowadzka za granicę wiąże się z oficjalnymi pułapkami. Ponieważ władze pracują powoli, należy zaplanować wystarczającą ilość czasu. Wskazane jest również spędzenie kilku tygodni w nowej lokalizacji przed przeprowadzką, aby poznać okolicę. Przeprowadzka za granicę może być bardzo kosztowna. Planowane podejście pomaga zaoszczędzić pieniądze. Pomimo wielu rodaków na miejscu, należy nauczyć się przynajmniej podstawowej znajomości języka narodowego. Nie należy najpierw uczyć się języka urzędowego, hiszpańskiego, ale języka majorkańskiego. Muszą być dostępne wystarczające oszczędności. Kwota zależy między innymi od wysokości miesięcznej emerytury. Aby uzyskać adres rejestracyjny, wymagane jest mieszkanie. Jeśli chcesz wyemigrować, powinieneś już szukać mieszkania z domu i terminowo wypowiedzieć poprzednie mieszkanie. Aby zaoszczędzić własne oszczędności, należy upewnić się, że zakwaterowanie jest tanie i umeblowane. Oczywiście domy, mieszkania własnościowe, wille, domy typu finca i inne nieruchomości na Majorce można również tanio wynająć lub kupić. Jako emeryt mieszkający na Majorce jako emigrant Małe przeszkody regulacyjne Obywatele krajów UE mogą swobodnie emigrować i pracować na Majorce. Zezwolenie na pobyt i pracę nie jest wymagane. Emigranci na emeryturze mogą mieszkać w Hiszpanii i muszą być traktowani jak Hiszpanie pod względem świadczeń socjalnych i podatków. Prawo stanowi, że seniorzy, którzy nie pracują w kraju docelowym, muszą mieć wystarczające ubezpieczenie zdrowotne i zasoby finansowe. Wypłaty emerytalne podlegają opodatkowaniu w Hiszpanii Pogłoska, że ​​kwota miesięcznych płatności emerytalnych zostanie zmniejszona w przypadku emigracji, trwa w tym kraju. Wniosek jest błędny, ponieważ ubezpieczenie emerytalne nie jest związane z jednym miejscem, ale z osobą. Seniorzy, którzy wyemigrowali, nadal otrzymują pełne świadczenia emerytalne. Niemniej jednak koszty finansowe mogą wynikać z kosztów przeniesienia za granicę. Można tego uniknąć, otwierając dwa rachunki bankowe, jedno w kraju macierzystym, a drugie w kraju docelowym. Aby miesięczna emerytura nie została przeniesiona do kraju emigracji, ubezpieczenie emerytalne powinno zostać poinformowane o wyjeździe za granicę co najmniej na trzy miesiące przed wyjazdem. Jeśli emigrujesz przed osiągnięciem wieku emerytalnego, zaleca się uprzednią poradę ubezpieczenia emerytalnego. Jedyną wadą jest to, że emeryci, którzy mieszkają w Hiszpanii dłużej niż 183 dni w roku, podlegają opodatkowaniu. Nie dotyczy to emerytowanych urzędników służby cywilnej. Ponieważ emeryci nie są ubezpieczeni w hiszpańskim „Seguridad Social” z powodu braku pracy, ubezpieczenie zdrowotne pozostaje po emigracji. Emigracja z psem Emigrantom łatwo jest zabrać ze sobą ukochanego czworonożnego przyjaciela. Jednak w interesie zwierzęcia należy wziąć pod uwagę znacznie wyższe temperatury. Niektóre rasy psów, na przykład berneńskie psy pasterskie, bernardyne i psy nowofundlandzkie, z trudem sobie z nimi radzą. Bez względu na kraj pochodzenia rząd hiszpański stanowi, że każdy pies musi zostać rozdrobniony i zaszczepiony przeciwko wściekliźnie przed wjazdem do kraju. Jeśli chcesz zabrać ze sobą tak zwanego psa z listy, musisz udowodnić, że twój czworonożny przyjaciel nie jest agresywny. Zabrania się zabrania psów na hiszpańskie plaże. Psy również nie są mile widziane w restauracjach. Nie ma podatku od psów, więc trzymanie ich jest tańsze niż tutaj. W niedzielę Polacy w kraju i na świecie głosują w wyborach parlamentarnych, w których wybierają 460 posłów i 100 senatorów. Do zakończenia głosowania w Polsce o godz. 21 trwa cisza na Wschodnim Wybrzeżu zakończyło się głosowanie w wyborach do Sejmu i Senatu Polonia z Nowego Jorku, New Jersey, Connecticut, Massachusetts oraz innych stanów położonych we wschodniej części USA zakończyła w sobotę o godz. 21 czasu lokalnego (godz. 3 w niedzielę w Polsce) głosowanie w wyborach do Sejmu i Senatu RP. Na terenie okręgu Konsulatu Generalnego RP w Nowym Jorku powołano najwięcej, bo aż 16 komisji wyborczych, czyli o siedem więcej niż w poprzednich wyborach przed czterema laty. Według konsula generalnego RP w Nowym Jorku Macieja Golubiewskiego duże zainteresowanie wyborców wyborami można odnotować zwłaszcza w silnych skupiskach Polonii, takich jak Greenpoint, New Britain, New Jersey, gdzie zarejestrowało się od 1500 do 2000 osób, a także siedzibie konsulatu - gdzie miało głosować 2237 osób. Na Rhode Island czy w Buffalo - uważanych za specyficzne, bo Polaków jest tam znacznie mniej - do głosowania zarejestrowało się odpowiednio - 84 i 94 osoby. Golubiewski zaznaczył, że dane, które podał nie uwzględniają osób przychodzących na wybory z zaświadczeniami wydanymi w Polsce. Zgodnie z informacją przesłaną PAP w piątek w USA zarejestrowało się do wyborów parlamentarnych 31928 wyborców. Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski (PAP) W. Brytania: duże zainteresowanie głosowaniem, kolejki przed lokalami Rekordowe zainteresowanie przebywających w Wielkiej Brytanii Polaków niedzielnymi wyborami do Sejmu i Senatu widać po długich kolejkach przed lokalami wyborczymi. Jak informuje ambasada RP, wybory przebiegają na razie bez zakłóceń. Przed lokalem do głosowania utworzonym przy parafii pod wezwaniem NMP Matki Kościoła na Ealingu - w najbardziej "polskiej" dzielnicy Londynu - są nawet dwie kolejki, jedna dla osób z nazwiskami zaczynającymi się na litery od A do O, druga - od O do Ż. W każdej rano stało po kilkadziesiąt osób i ciągle przychodziły kolejne. Aby oddać głos, trzeba było odstać 30-45 minut. Zainteresowanie wyborami jest tak duże, że co chwilę na zewnątrz wychodzi któryś z członków komisji, by dopilnowywać, żeby kolejka nie utrudniała ruchu na ulicy. "Nasz obwód jest największy nie tylko w Wielkiej Brytanii, ale największy ze wszystkich obwodów zagranicznych" - mówi PAP Jarosław Malesa, przewodniczący komisji w obwodzie 268. Jak informuje, w jego komisji jest 13 stanowisk wydających karty do głosowania. "Myślę, że po zakończeniu kolejnych mszy kolejka jeszcze będzie się wydłużać" - mówi. W tym obwodzie zarejestrowało się prawie 5 tys. 900 osób, natomiast w całej Wielkiej Brytanii 97 tys. 859 osób, co jest rekordowym wynikiem w historii polskich wyborów parlamentarnych, a także wzrostem o ponad 50 proc. w stosunku do liczby zarejestrowanych w wyborach przed czterema laty. Takich kolejek nie było natomiast przed południem w Polskim Ośrodku Społeczno-Kulturalnym w dzielnicy Hammersmith. Wyborcy byli obsługiwani albo na bieżąco, albo musieli poczekać parę minut w kilkunastoosobowej kolejce. "U nas spodziewamy się, że najwięcej osób będzie w porze lunchu, ale mamy wystarczającą liczbę stanowisk i nie powinno być długiego czekania" - zapewnia przewodnicząca komisji Matylda Zielińska. Jak dowiedziała się PAP w ambasadzie RP, do wczesnych godzin popołudniowych nie było żadnych sygnałów, by w którymkolwiek z 54 obwodów do głosowania na terenie Zjednoczonego Królestwa doszło do jakichś zakłóceń. Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP) Niemcy: Polacy w Berlinie stoją w kolejkach, żeby oddać głos w wyborach Polacy mieszkający w Berlinie stoją w długich kolejkach przed lokalami wyborczymi, żeby oddać głos. Na wejście do komisji wyborczej w ambasadzie RP czeka się około godziny. Narzekania jednak nie słychać. "Głosowanie w wyborach do Sejmu i Senatu RP przebiega bardzo spokojnie. Nie było żadnych incydentów. Ale zainteresowanie wyborami jest ogromne. W związku z tym musimy dołożyć wszelkich starań, żeby wszyscy czekający ludzie czuli się dobrze. Na szczęście pogoda sprzyja" - mówi w rozmowie z dziennikarzami attache prasowy polskiej ambasady w stolicy Niemiec Dariusz Pawłoś. Ok. godz. 8 w komisji wyborczej w Instytucie Polskim naprzeciwko berlińskiej katedry panował spory ruch, ale kolejek jeszcze nie było. W późniejszych godzinach zarówno przed ambasadą na Grunewaldzie, jak i przed komisją w Polskiej Misji Katolickiej trzeba się było uzbroić w cierpliwość. Narzekających jednak prawie nie było. Według ambasadora Andrzeja Przyłębskiego duże zainteresowanie wyborami, to dobry prognostyk dla przyszłości demokracji. "Coraz więcej obywateli interesuje się tym, żeby współdecydować. Spory ideowe i kierunek rozwoju Unii Europejskiej powoduje wzrost zainteresowania, nawet u zwykłego człowieka, tym, co się dzieje. I poprzez to potrzebę wpływu" - mówi polski dyplomata w rozmowie z dziennikarzami. Polacy mieszkający w RFN mogą oddać głos w 23 komisjach wyborczych, które znajdują się w Berlinie, Monachium, Kolonii i Hamburgu, a także w Bremie, Dortmundzie, Karlsruhe, Wiesbaden i Norymberdze. Z Berlina Artur Ciechanowicz (PAP) Hiszpania: w lokalach wyborczych spodziewanych jest kilka tysięcy Polaków W Hiszpanii zarejestrowało się blisko 9 tys. Polaków, którzy zamierzają głosować w wyborach do Sejmu i Senatu. W niedzielę głosowanie odbywa się w dziewięciu obwodowych komisjach wyborczych. Poza komisją w Barcelonie, gdzie do godzin popołudniowych ustawiały się kolejki, w innych znajdujących się na terenie Hiszpanii lokalach głosowanie przebiega spokojnie. Ambasador RP w Hiszpanii Marzenna Adamczyk powiedziała PAP, że dotychczas nie zanotowano żadnych incydentów. "Wybory w Hiszpanii odbywają się bez większych zakłóceń. Wszystkie punkty wyborcze zostały otwarte planowo. W sumie na wybory zapisało się blisko 9 000 osób" - poinformowała Adamczyk. Ambasador wskazała, że w porównaniu z wyborami z 2015 r. na terenie Hiszpanii głosuje w niedzielę kilka razy więcej Polaków. Głos mogą oddać w dziewięciu obwodowych komisjach wyborczych. Trzy z nich są w Madrycie, a pozostałe w: Barcelonie, Walencji, Maladze, Gran Canarii, Teneryfie i na Majorce. autor: Marcin Zatyka (PAP) Włochy: tłumy wyborców w ambasadzie RP w Rzymie Tłumy wyborców przybywają od rana do ambasady RP w Rzymie, by oddać głos w wyborach parlamentarnych. Przed placówką ustawiła się kolejka długości kilkuset metrów. "Staliśmy w kolejce trzy godziny" - powiedzieli PAP Polacy, wychodząc z ambasady w rzymskiej dzielnicy Parioli. W długiej kolejce ustawiają się osoby mieszkające na stałe we Włoszech, przedstawiciele duchowieństwa z Rzymu i Watykanu, uczestnicy pielgrzymek i wycieczek przebywający w Wiecznym Mieście. W bardzo długiej kolejce stanął papieski jałmużnik kardynał Konrad Krajewski. "Takich tłumów nigdy tu nie widziałam, a głosuję tu od 30 lat" - podkreśliła w rozmowie z PAP prezes Związku Polaków we Włoszech Urszula Stefańska-Andreini. Na wybory w polskiej ambasadzie zapisała się rekordowa liczba ok. 3 tys. 200 wyborców. Kilkaset osób przybyło z zaświadczeniami z Polski. Okolic ambasady RP w związku z ogromnym tłumem wyborców pilnuje włoska policja. Z Rzymu Sylwia Wysocka (PAP) Belgia: tysiące Polaków głosują w wyborach do parlamentu W liczącej nieco ponad 11 mln mieszkańców Belgii tysiące Polaków w niedzielę poszło do urn w Brukseli i innych belgijskich miastach, by oddać głos w wyborach parlamentarnych do Sejmu i Senatu. Po południu przed lokalami wyborczymi tworzyły się kolejki. Przed czterema laty w stolicy Belgii było sześć punktów do głosowania: pięć w Brukseli i jeden w Antwerpii. W tym roku w Brukseli są cztery lokale wyborcze, a poza tym w Antwerpii, Gandawie oraz Leuven. Zostały otwarte o godz. 7, a ostatnie głosy będzie można oddać przed godziną 21. Mimo to przed lokalami wyborczymi wczesnym popołudniem wyborcy musieli czekać w kolejkach. Przewodniczący komisji wyborczej w lokalu w brukselskiej dzielnicy Saint Gilles powiedział PAP, że Polacy przychodzą oddać głos już od wczesnych godzin porannych. "Rano nie było kolejek, ale co chwilę ktoś wchodził do środka. Kolejki pojawiły się koło południa, ale pracujemy sprawnie, żeby wyborcy nie musieli długo oczekiwać na swoją kolej" - wskazał. W lokalu - jak powiedział - zarejestrowanych jest 1,5 tys. wyborców. Jak poinformował PAP konsul generalny RP w Belgii Jacek Grabowski, liczba zarejestrowanych wyborców - 12 tys. - to dwa razy więcej niż w tegorocznych wyborach do Parlamentu Europejskiego. Z danych Państwowej Komisji Wyborczej wynika, że w 2015 r. w Belgii uprawnionych do głosowania było 8 tys. 37 osób. To o 34 proc. mniej niż zarejestrowało się w tym roku. Z Brukseli Łukasz Osiński (PAP) Portugalia: w wyborach głosuje rekordowa liczba Polaków W niedzielnych wyborach do Sejmu i Senatu głosuje na terenie Portugalii, w dwóch obwodowych komisjach wyborczych, rekordowa liczba Polaków. Wielu z nich to turyści. Przedstawiciele obwodowej komisji wyborczej w Lizbonie szacują, że do godz. 14 czasu warszawskiego w budynku polskiej ambasady zagłosowało blisko czterokrotnie więcej osób niż w wyborach parlamentarnych w 2015 r. "Jeszcze przed otwarciem lokalu wyborczego przed bramą naszej placówki kłębił się tłum osób, które przyszły oddać głos. Pomimo tego, że mamy tu dziś niespotykaną wcześniej liczbę wyborców, niedzielne głosowanie przebiega sprawnie" - powiedziała PAP Iwona Sadłowska z obwodowej komisji wyborczej w Lizbonie. Sadłowska dodała, że do końca głosowania spodziewa się wysokiej liczby polskich wyborców. "Po obiedzie głosujących powinno być jeszcze więcej" - zaznaczyła, wskazując, że w związku z tym, że wielu turystów przybędzie z zaświadczeniami o dopuszczeniu do głosowania, liczba wyborców w Lizbonie może znacznie przekroczyć 1 700 osób. W niedzielę po raz pierwszy głosują także polscy rezydenci w Porto, a także liczne grono turystów. Z szacunków przedstawicieli obwodowej komisji wyborczej w tym mieście wynika, że zarejestrowało się tam ponad 800 osób. Z Lizbony Marcin Zatyka (PAP) Szwecja: długie kolejki do oddania głosu w Sztokholmie Przed budynkami dwóch komisji w Sztokholmie, zorganizowanych w ambasadzie oraz konsulacie, w niedzielę po południu ustawiały się długie kolejki. Czas oczekiwania na oddanie głosu w wyborach do Sejmu i Senatu wynosił ok. 1,5 godziny. W stolicy Szwecji ok. 5 tys. Polaków zgłosiło chęć udziału w wyborach, ale wielu głosujących przychodziło także z zaświadczeniami wydanymi w Polsce. Wśród nich turyści z polskiego promu Polferries, którzy zamiast zwiedzać Sztokholm woleli spełnić swój obywatelski obowiązek. W organizacji kolejek, zakręcających się wokół budynków, pomagali harcerze z polonijnego hufca. W Szwecji Polacy mogą głosować także w Goeteborgu, gdzie do wyborów zapisało się ok. 800 osób. W tym roku nie zorganizowano komisji w Malmoe. Mieszkańcy południowej Szwecji mogą za to zagłosować w pobliskiej Kopenhadze, gdzie mieści się polska ambasada. Tam także ustawiła się w niedzielę długa kolejka oczekujących. Ze Sztokholmu Daniel Zyśk (PAP) ad/ mars/ bjn/ zat/ sw/ luo/ fit/ zys/ asc/ kar/ itm/ Malwina Wrotniak2013-08-30 06:00redaktor naczelna 06:00fot. iStockphoto / / Thinkstock9 zamieszkałych wysp, które dzieli wiele mil oceanu. Kilka lat temu wyszły z grupy państw uznawanych przez ONZ za słabo rozwinięte. Oferują, co do zasady, życie łatwe i przyjemne, bez pośpiechu i politycznych rewolt. O leżącym na zachód od Afryki kontynentalnej Cabo Verde w rozmowie z cyklu #TamMieszkam opowiada mieszkająca tu Emilia Wojciechowska. Malwina Wrotniak, Na Cabo Verde tylko z wizą, prawda? Kilkadziesiąt euro, chwila na lotnisku i można przekraczać bramę? Emilia Wojciechowska: Tak, to prawda. Wiza w chwili obecnej kosztuje 25 euro i można ją bez większych formalności nabyć na lotnisku. Jest ważna przez miesiąc, ale jeśli komuś się spodoba i zechciałby zostać dłużej, jej przedłużenie nie stanowi problemu. Po prawie dwóch latach na Wyspach powie Pani, że na lotnisku przekracza się bramę raju? Hmm… mamy tutaj rajskie plaże. (śmiech) Na pewno żyje się spokojniej niż w Europie, bliżej natury i ludzi. A w sezonie „owocowym” takie smakołyki, jak mango czy awokado niemalże leżą na ulicy. "Na pewno żyje się (tu) spokojniej niż w Europie, bliżej natury i ludzi", fot. Thinkstock Ale, jak w każdym miejscu na świecie, są też pewne kwestie, które mogą denerwować czy przeszkadzać. Jeśli jednak przymknie się na nie oko, to myślę, że można poczuć się rajsko. (śmiech) Porzuciła pracę na etacie, wyjechała podróżować i pomagać innym – to może nie często realizowany, ale dość popularny scenariusz. 10 lat temu pomyślałaby Pani, że będzie działać według takiego planu? Myślę, że tak, bo jak właśnie się doliczyłam, to moja przygoda z wolontariatem zaczęła się mniej więcej dekadę temu! A wraz z nią mniej lub bardziej szalone projekty. Jak to się stało, że ten scenariusz w końcu zaczął się urzeczywistniać? Młodemu prawnikowi w Polsce wiatr w oczy czy ten wyjazd to zupełnie prywatna sprawa? Sądzę, że jeśli ktoś robi coś, co naprawdę kocha, to zawsze idzie z wiatrem. (śmiech) Bardzo lubiłam swoją pracę i nie było mi łatwo ją „porzucić”. Zawsze jednak mnie nosiło, zarówno w sensie podróżniczym, jak i wolontariackim. Emilia Wojciechowska - Polka na Wyspach Zielonego Przylądka, fot. arch. pryw. Pracując na pełen etat miałam szczęście, że zawsze udawało mi się wynegocjować z szefostwem urlop a to na pięciotygodniową wyprawę do Indii, a to na pedałowanie wraz z innym wolontariuszami granicą polsko-niemiecką w ramach projektu dziennikarskiego. "W 2007 roku Cabo Verde jako jedno z trzech państw wyszło z grupy państw słabo rozwiniętych według klasyfikacji ONZ", fot. Thinkstock Tuż po obronie, zamiast pójść w ślady większości kolegów i iść na aplikację, wyjechałam na półroczny projekt wolontariacki do Włoch. I bardzo chciałam taką przygodę powtórzyć, będąc już „starszą i mądrzejszą”. I chciałam tę przygodę powtórzyć zanim pojawi się mąż, dzieci, a przede wszystkim, zanim stuknie mi trzydziestka! (śmiech) I to był właśnie ten moment. Zaczęłam się rozglądać i pojawił się projekt. Miejsce nie miało znaczenia. To miał być zatem bardziej wolontariat niż podróż? Zdecydowanie bardziej wolontariat niż podróż. Ale oczywiście trudno usiedzieć na miejscu, gdy do odkrycia tyle nowych miejsc, tyle smaków, tylu ludzi do poznania. Każdą wolną chwilę przeznaczałam więc na eksplorowanie tych bliższych zakątków, zaś urlop na podróże do tych dalszych. Zorganizowanie sobie przeprowadzki na Cabo zajmuje… ile czasu? Dwa tygodnie! Tuż przed wyjazdem na Cabo miałam wcześniej zaplonowaną podróż do Kolumbii. Wróciłam, spakowałam rzeczy i zdeponowałam w garażu u znajomych, pojechałam na kilka dni do rodziców i ruszyłam. Pakowała się Pani z myślą o szybkim powrocie? Jedyna myśl, jaka towarzyszyła mi przy pakowaniu się była taka, żeby nie przekroczyć magicznych 20 kg. (śmiech) Jeszcze nie tak dawno temu po Wyspach Zielonego Przylądka hulał portugalski wiatr. Po blisko 40 latach od uniezależnienia pozostały jeszcze jakieś wyraźne wpływy? Czy poza oficjalnym językiem [portugalski – red.] cokolwiek łączy dziś oba kraje? O tak. Wiele produktów sprowadzanych jest z Portugalii, wiele firm jest mniej lub bardziej powiązanych ze spółkami portugalskimi. Portugalia jest najważniejszym partnerem gospodarczym, w szerokim tego słowa znaczeniu. Wiele osób, jeśli tylko mogą sobie na to finansowo pozwolić, wyjeżdża na studia czy poważniejsze leczenie właśnie do Portugalii. "Kabowerdeńczycy są zagorzałymi patriotami i co by się nie działo, to Cabo Verde, ich wyspa, ich miejscowość i tak jest najfajniejsza", fot. Thinkstock Przede wszystkim zaś większość tutejszych mężczyzn można podzielić na trzy kategorie – tych co są fanami Benfica, Porto albo Sporting, czyli najważniejszych portugalskich klubów sportowych. (śmiech) Wyspy nie mają szczęścia do żyznych ziem, z trudem rozwijają się tu też nowe technologie. Cabo Verde na tle innych lokalizacji nie gości zbyt często w turystycznych folderach przeciętnych europejskich biur podróży. Z czego żyje większość tego ponad 400-tysięcznego państwa? Turystyka jest akurat w chwili obecnej jednym z najważniejszych motorów kabowerdeńskiej gospodarki. Szacuje się, że reprezentuje 21,1% PKB, a samo Cabo z sezonu na sezon staje się coraz bardziej popularne, co wyraźnie pokazują statystyki – w ostatnich latach liczba turystów nieustannie rośnie. Rok 2012 w porównaniu z rokiem 2011 zanotował wzrost kształtujący są na poziomie 12,3%. Warto wiedzieć o Wyspach Zielonego Przylądka Co zobaczyć? Polecam spędzić dzień lub dwa z tradycyjną kabowerdeńską rodziną i o ile tylko możliwe, odwiedzić więcej niż jedną wyspę. Zboczyć z tradycyjnych szlaków, usiąść przed lokalnym barem, zagrać z lokalnymi (głównie starszymi) panami w karty albo ouri (afrykańska gra logiczna) i nieśpiesznie czekać, aż nagle pojawi się jakiś instrument muzyczny i ktoś zacznie intonować mornę (gatunek muzyczny na nostalgiczną nutę). Co kupić? Tańsze niż w Polsce są tu: świeże ryby, w tym tuńczyk (czasami kilogram prosto od rybaka kosztuje już 12 złotych!). Droższe niż w Polsce są tu: kosmetyki, sprzęt elektroniczny. Oczywiście wiele osób na tym korzysta i to właśnie turystyka przyczyniła się do dziesięcioprocentowego spadku współczynnika biedy w skali dekady (z 37% w 2000 roku do 27% 2010 roku), ale jest to też branża, w której pracuje wielu obcokrajowców, więc mimo wszystko większość Kabowerdeńczyków utrzymuje się z rolnictwa (a wykorzystuje się tu każdy skrawek ziemi, który się nadaje – jeśli trzeba w formie tarasów, a od jakiegoś czasu często nawadnia się technologią kropelkową) i usług, w tym z drobnego handlu. To prawda, że do wielu tutejszych domów regularnie spływa finansowe wsparcie z zagranicy? Podobno stanowi aż 25% PKB! Tak, to prawda, choć ja słyszałam o mniejszej liczbie. Wedle cenzusu z grudnia ubiegłego roku na wyspach żyje Kabowerdeńczyków. Dziś na pewno jest ich sporo ponad 506 tysięcy. (śmiech) Czasem mówi się, że diaspora jest dwa razy liczniejsza. "Jeśli chodzi o żywność, staram się kupować przede wszystkim produkty lokalne", fot. Thinkstock Zaryzykowałabym tezę, że każda rodzina ma kogoś zagranicą i od takiej osoby oczekuje się wsparcia, zarówno w formie materialnej, jak i niematerialnej, czyli przesyłania ubrań i innych przedmiotów. Większość emigrantów co najmniej raz do roku lub raz na dwa lata przyjeżdża na wyspy na wakacje i tu wydaje zarobione za granicą pieniądze. I akurat teraz jesteśmy w takim okresie wakacyjnym. Że pomocy potrzeba, wnoszę po Pani ciągłym pobycie na Wyspach. Wiadomo – pomoc przyda się wszędzie, ale czego Kabowerdeńczykom brakuje na co dzień najbardziej i w największej skali? Wyspy Zielonego Przylądka pod względem standardu życia są w czołówce państw afrykańskich, a dla niektórych, tak jak dla Wysp Świętego Tomasza i Książęcej (Sao Tome e Principe), są wręcz wzorem do naśladowania. W 2007 roku Cabo Verde jako jedno z trzech państw wyszło z grupy państw słabo rozwiniętych według klasyfikacji ONZ. Ale przed Cabo nadal wiele wyzwań i na ten temat można by wiele powiedzieć. Pokaż Tam mieszkam na większej mapie Myślę, że tym, co jest podstawą w każdej szerokości geograficznej, jest zdrowie i edukacja. W przypadku Cabo mam na myśli nie tyle ich poziom, co dostępność. Dzieciaki często muszą pokonywać kilometry górskich szlaków, żeby dotrzeć do szkoły. Nie każdy zaś szpital czy punkt pomocy medycznej jest równie dobrze wyposażony. Zdarza się, że mieszkańcy jednej wyspy w przypadku skomplikowanych zabiegów muszą szukać pomocy na innej wyspie i nie ma wyjścia – muszą być przetransportowani zwykłym samolotem pasażerskim albo statkiem rybackim! To w miarę stabilne politycznie miejsce – bez wewnętrznych rewolt. Przyzwyczajenie do status quo, brak obywatelskiego zainteresowania czy wyraz docenienia, że Wyspy idą do przodu? Tak pół żartem, pół serio, to myślę, że Kabowerdeńczycy prędzej „zaimprezują się” na śmierć niż nastąpi jakaś polityczna rewolta, no chyba że ustanowiono by zakaz zabawy. (śmiech) Generalizując, mieszkańcy wysp lubią swój nieśpieszny, spokojny tryb życia, biesiady ze znajomymi i rodziną. I to jest dla nich najważniejsze. O polityce dyskutuje się sporo, zwłaszcza w czasie kampanii. Potem ewentualnie trochę narzeka, zwłaszcza na władze lokalne. "Mieszkańcy wysp lubią swój nieśpieszny, spokojny tryb życia, biesiady ze znajomymi i rodziną. I to jest dla nich najważniejsze", fot. Thinkstock Ale tak poważniej: myślę, że istotnym elementem stabilności, zwłaszcza w kontekście Afryki, jest tu homogeniczność kulturowa i religijna. Poza tym większość osób ma poczucie, że politycy i tak zrobią swoje, a przeciętny obywatel na nic nie ma wpływu. Ale gdy zajdzie potrzeba, potrafią się lokalnie skrzyknąć, by coś we własnym zakresie zdziałać, bo na polityków poza kampanią i tak nie ma co liczyć. Ale bardziej globalne akcje byłyby trudne, choćby ze względów logistycznych – na Cabo składa się 9 zamieszkałych wysp, niektóre dzieli wiele mil oceanu. Poza tym Kabowerdeńczycy są zagorzałymi patriotami i co by się nie działo, to Cabo Verde, ich wyspa, ich miejscowość i tak jest najfajniejsza. Wolontariat uzależnia? O tak! Bo pozytywnie wpływa na zdrowie, samopoczucie i świat dookoła. To teraz inaczej: wolontariat w takim miejscu – uzależnia? Tak, tak! (śmiech) Wystarczy tylko pomysł odpowiadający rzeczywistym potrzebom, cierpliwość, wolny czas i wiele można zdziałać. Poza tym jeśli chodzi o miejsce - na Cabo żyje się, co do zasady, łatwo i przyjemnie. W zależności od wyspy – plażę lub piękne góry, a często i to, i to, mamy na wyciągnięcie ręki. Podobnie jak lokalne owoce, takie jak papaja i banany czy świeże ryby. No i sympatyczni mieszkańcy, którzy w każdym miejscu potrafią zorganizować grilla i wieczorek muzyczny. Zna Pani Polaków czy Europejczyków, którzy osiedlili się tu na stałe i z takim też zamiarem tu przybyli? Tak, na tych najbardziej turystycznych wyspach, mam tu na myśli Sal i Boa Vistę, może się zdarzyć, że częściej usłyszymy niemiecki czy włoski niż kreolski. Polaków poznałam kilku, nie ma nas jeszcze wielu, ale zdaje się, że grono stale się powiększa. Bez znajomości tutejszego języka taka migracja w ogóle ma sens? Przeprowadzając się na Wyspy mówiłam po portugalsku, więcej łatwiej było mi na pewno zasymilować się niż komuś, kto tego języka nie zna. Ale o ile portugalski jest językiem oficjalnym, to na ulicach mówi się po kreolsku. Po kreolsku w wydaniu miejsca, w którym się przebywa. "O ile portugalski jest językiem oficjalnym, to na ulicach mówi się po kreolsku", fot. Thinkstock Mieszkałam na kilku wyspach, więc koniec końców stworzyłam język będący mieszanką tych wszystkich odmian kreolskiego, którym mówię tylko ja. (śmiech) Mieszkańcy są jednak bardzo otwarci i nawet jeśli ktoś nie mówi ani be, ani me, ani po portugalsku, ani po kreolsku, to szybko go nauczą. Kreolskiego oczywiście. Choć miejsce w pierwszej chwili wydaje się końcem świata, wydatki wcale nie okażą się tak małe, jak można by tego oczekiwać. Za co Pani codziennie – mając w pamięci zakupy w Polsce – przepłaca? Za wszystko to, co jest z importu. Litr mleka w kartonie – około 4 zł, litr soku w kartonie – 6-7 zł, tabliczka czekolady – 10 zł, żel do kąpieli, który u nas można kupić za 5 zł, tu będzie kosztował co najmniej 10-15 zł. Wszystkie sprzęty elektroniczne itp. Ale przyznam się, że nie stanowi to dla mnie większego problemu, bo jeśli chodzi o żywność, staram się kupować przede wszystkim produkty lokalne, korzystając z tego, że papaja jest o wiele tańsza niż jabłko. A na pozostałe produkty, w tym ulubione kosmetyki, składam zamówienia i zapraszam w odwiedziny do siebie kogo tylko się da. (śmiech) Bez niektórych rzeczy na pewno można by się tu obyć. Tu kupujesz tu tyle, na ile cię stać, nie pożyczasz, nie obnosisz się ze swoim społecznym statusem – mam rację? Jak wszędzie, są ci co mają więcej, jak i ci co mają mniej. Ale te grupy są homogeniczne i ich światy raczej się nie przenikają. Z mojej obserwacji jednak na pewno istnieje zjawisko obnoszenia się statusem emigranta. Ale życie na Wyspach Zielonego Przylądka jest raczej wolne od instytucji kredytu i ciągłych myśli o konieczności spłacania odsetek? O tak. Prędzej pożyczka od kuzyna czy znajomego. Rodziny trzymają się razem, w jednym gospodarstwie często mieszka kilka pokoleń, pomagając sobie nie tylko finansowo. A w razie czego łapie się za telefon i dzwoni do wujka w Ameryce (Kabowerdeńczycy emigrują głównie do Stanów Zjednoczonych, Portugalii, Holandii i Francji). "Jak wszędzie, są ci co mają więcej, jak i ci co mają mniej. Ale te grupy są homogeniczne i ich światy raczej się nie przenikają", fot. Thinkstock Ale też z drugiej strony ludzie mają raczej zaufanie do banków i podobno często ci, którzy zamierzają inwestować, chętniej sięgną po kredyt niż zaryzykują własnym kapitałem. Jak Pani ocenia bankowość w tak egzotycznym miejscu? Wbrew pozorom Cabo to dość rozwinięty kraj i wiele usług jest na europejskim poziomie. Zaliczyłabym do nich również bankowość. Jest tu kilka banków, w tym dwa wiodące, które mają oddziały w każdej większej miejscowości. Klienci mogą skorzystać również z bankowości internetowej. W bankomatach, używając lokalnej karty, można nie tylko wybrać gotówkę, zapłacić za prąd, ale na przykład doładować saldo komórki. Zmierzając ku końcowi – na Cabo Verde najlepiej z przesiadką w Portugalii? Tak, bo wtedy przesiadka jest w mojej ukochanej Lizbonie! Jest to dobre rozwiązanie, ale zdaje się najdroższe. Warto polować na superpromocje czy na tych odcinkach po prostu trzeba nastawić się na słony wydatek? Zdecydowanie warto! Takim rozwiązaniem są loty czarterowe, głównie last minute. Można upolować lot nawet za 50 euro w jedną stronę, a jak dotąd bez większych problemów, co nie oznacza bez polowania, udawało się znaleźć połączenia z Europy w cenie 200 euro w dwie strony. Nie powinnam tu chyba podawać nazw przewoźników, więc wykorzystam to, by zaprosić do kontaktu* wszystkich, którzy byliby zainteresowani podróżą na Wyspy albo po prostu mieliby jakieś pytania. Dziękuję za rozmowę. * Więcej o Wyspach Zielonego Przylądka na Facebooku,na blogu lub poprzez

polacy mieszkający na majorce